poniedziałek, 5 grudnia 2016

1% ZAKSIĘGOWANY

Moja fundacja „Zdążyć z Pomocą” skończyła już księgowanie 1% za 2016 rok.
Troszkę to trwało, ale wierzcie mi to ogromna sprawa, bo dzieci jest w mojej fundacji bardzo dużo.

Dziękuję Wam wszystkim za przekazanie pieniążków na moje subkonto. Teraz moja mamusia może planować kolejny rok mojej rehabilitacji, a to ogromne koszty.

Mam zaplanowane turnusy w Koszalinie i rehabilitację u cioci Anetki.

Dzięki Wam mogę dać z siebie wszystko i dalej ciężko pracować. Bardzo dziękuję.


SPRAWY MEDYCZNE

Uff... To trudna sprawa, bo tak naprawdę to mama jest specjalistkę od tych spraw. Ona umawia mnie na wizyty i jeździ ze mną do wielu specjalistów. Ale chyba jest dobrze.

Większych problemów nie sprawiam. Migdałki mi wycieli, w uszach mam podobno dreny. Nie widzę ich, ale wierzę mamie na słowo. Pan chirurg wysyła mnie na mały zabieg, ale muszę być zdrowy, a tak właściwie to moja krew musi być „dobra”. I znów chcą mi badać słuch. Mają nadzieję, że dzięki tym drenom troszkę się naprawił. Trudna sprawa.

Ogólnie jest ok i nie ma co narzekać. Jestem optymistą. Cokolwiek to znaczy :)

KORECZKI Z NIESPODZIANKAMI

Mam dużo przyjaciół w okolicznych szkołach i przedszkolach. Zbierają dla mnie kolorowe nakrętki. Już czwarty rok trwa akcja.

Dzieciaki zbierają. Mama przywozi do domu i razem z dziadkiem przesypują do dużych pojemników. Potem przyjeżdża firma ze Szczecinka, która waży i pakuje je do samochodu. A ja mam pieniążki na rehabilitację.


Ostatnio przy przesypywaniu nakrętek znaleźliśmy małą maskotkę misia. To chyba taka mała niespodzianka dla mnie. Miś wyprany, będzie do przytulania.  

NOWY WÓZEK I ZDOBYWCA GÓR

W sierpniu wyjechałem z rodzinką w góry, a dokładnie do Bystrej koło Bielsko-Białej. Celem naszej podróży był ośrodek Michałkowo w Bystrej. Tam spędziłem 2 tygodnie na rehabilitacji,
a popołudniami zwiedzałem i zdobywałem góry.

W Bielsko-Białej wjechałem wagonikiem na Szyndzielnię. Widoki były cudowne. Pierwszy raz byłem tak wysoko, ale nic się nie bałem. Zobaczcie na zdjęciach moje wielkie oczy zachwycone górami. Podobał mi się Szczyrk i skocznie narciarskie, spacery po górach i Wadowice.

Hitem był jednodniowy pobyt w Energylandii w Zatorzu. Pierwszy raz widziałem tyle atrakcji dla dzieci. Super karuzele, zjeżdżalnie i samochodziki. Zabawa była przednia. Mama nawet poszła na taką ogromną karuzelę, a mi dech zaparło w piersi jak fruwała wysoko w niebo.

Wakacje były super. W czasie tego wyjazdu swój chrzest bojowy przeszedł mój nowy wózek. Urosłem i mama musiała pomyśleć o nowym pojeździe dla mnie. Tym razem dostałem wózek firmy OttoBock. Na górskim szlaku sprawdził się idealnie. I muszę podziękować Panu Staroście powiatu człuchowskiego, który dołożył mi aż 4000,00 zł do nowego wózka. Dziękuję.














ŚLUB WUJKA PAWŁA

W lipcu odbył się ślub wujka Pawła z ciocią Justynką. Ja też zostałem zaproszony. I byłem honorowym gościem. Naprawdę.

Ciocia z wujkiem zrezygnowali z kwiatów na swojej uroczystości. Goście w to miejsce mogli wesprzeć finansowo moją rehabilitację. Dzięki ciociu i wujku, jesteście super. 

Miałem też ubrany prawdziwy garnitur. No tylko marynarki brakowało, ale czułem się bardzo elegancko. Razem z moim braciszkiem tworzyliśmy duet przystojniaczków. A jaka nasza mamusia była elegancka i śliczna.


Zabawa trwała prawie do rana. Niestety ja troszkę zmęczony wróciłem wcześniej do domu i pilnowałem mojej prababci Adeli. Oficjalnie to ona mnie pilnowała, ale kto w to uwierzy, przecież prababcia ma już 85 lat.







TURNUSY W KOSZALINIE

Koszalin i ośrodek do którego jeżdżę na rehabilitację, to taki mój drugi dom i kolejne osoby, które walczą o moją sprawność. Super chłopaki: Mariusz, Paweł i Michał. 3 i pół godziny dziennie dają mi wycisk, a ja i tak ich lubię. Cieszą się z moich sukcesów i dopingują mnie. Ciocia Ania – logopeda, przygotowuje mi zawsze fajne zajęcia, nawet na laptopie. Czuję się taki dorosły.

W kuchni ciocia Ania i ciocia Kamila pichcą mi zupki i inne smakołyki, a w przerwach pomiędzy rehabilitację czeka na mnie bułka i Danio, czyli coś co kocham najbardziej. A gdy pogoda dopisuje, popołudniami odpoczywam na zewnątrz, wylegując się na leżaku albo bawiąc się na trampolinie i placu zabaw :)

Nad całością czuwa Pan Norman. Przybija mi piątkę i mówi, że jestem super. No pewnie.
Dorośli pacjenci dziwią się, że wytrzymuję tyle godzin na rehabilitacji. Patrzą na mnie, jak zasuwam z kulami po korytarzu i ćwiczę. Troszkę im chyba wstyd, że taki maluch jak ja daje radę.

Ja po prostu nie wiem jak to jest gdy nie ma rehabilitacji. Mam ją od 6 miesiąca życia. Nie powiem, czasem jest ciężko, ale daję radę.













MOJE 6-TE URODZINY

Wspomniałem Wam już, że w maju skończyłem 6 lat? Powiem Was tylko o tej imprezie, bo moja mamusia wyczarowała mi super tort. Takiego na pewno nie widzieliście – tort tęczowy. Mama piekła go cały dzień, a efekt był niewiarygodny. Oceńcie sami na zdjęciach. Mamusia jest wielka i taka zdolna.

Kiedyś jak pamiętacie napisałem list do mamy, a znajomy ksiądz opublikował go w dwutygodniku „W Rodzinie” (list znajduje się w zakładce „Artykuły o Jeremiaszu”). Martwiłem się wtedy, że jeszcze nie umiem powiedzieć mojej mamie jak bardzo ją kocham. Teraz już próbuję. Troszkę jeszcze nieporadnie, ale mama rozumie mnie i kocha ogromnie, czasem tak mocno mnie tuli, że aż strach. Kocham Cię mamo.